Część I - Hanoi
Do urokliwego, międzynarodowego Sajgonu albo do jakiegoś słodkiego miasteczka na wybrzeżu. Wyobrażałam sobie Hanoi jako piękne, kolonialne miasto azjatyckie, ok, tętniące życiem, nieco zakurzone, ale nie aż do tego stopnia. Zobaczyłam (i poczułam!) duchotę, smród, brud i wszystko to, co niekoniecznie kojarzyło mi się z wakacjami. Pierwsze spotkanie jest szczególnie trudne po długiej podróży, we względnym niewyspaniu, nieumyciu. W moim zresztą przypadku nawet wyjazd w góry to pierwsze kilka godzin aklimatyzacyjnego doła – inne powietrze, inne ciśnienie, inne jedzenie. Liczyłam na wielki zachwyt, miłość do Hanoi od pierwszego spojrzenia, ale… to wrażenie nie zatarło się przez trzy dni. Być może tyle czasu trwa aklimatyzacja daleko od domu, a może w tym czasie tyle razy wypowiedzieliśmy magiczne "Jakoś to będzie" i planowaliśmy na zasadzie "Jutro zrobimy to i to", że magiczna funkcja języka i zaklinanie rzeczywistości przyniosły spodziewany rezultat. Nie twierdzę, że inni mają tak samo. Jestem przekonana, że wielu turystów odnajduje tu swój vibe, całkiem podobnie jak w Londynie, Tokio, Beijingu, czy dowolnym innym dużym mieście na świecie. W każdym razie przy pierwszym pobycie w Hanoi – mnie nie udało mi się nawiązać z tym miastem pozytywnej relacji. Pod koniec wakacji, kiedy wróciliśmy tu na ostatnie zwiedzanie i zakupy przed wylotem do Polski czułam się lepiej, duchota już tak nie przytłaczała, łatwiej było mi zaakceptować to miejsce, a przede wszystkim – wiedziałam, gdzie spodziewać się pieska z grilla, „I knew my ways”. Być może dłuższy pobyt pozwoliłby na znalezienie znośnych ścieżek, które ułatwiłyby dostęp do tego miasta. Jednak trzydniowy pobyt – to stanowczo za krótki czas, żeby przywyknąć do mokrości, brudu i hałasu.
Żadne inne miasto nie było tak kolorowe jak Hanoi – uliczni sprzedawcy z najróżniejszymi gadżetami (moje serce podbiły ostatniego dnia plastikowe jeżdżące, kwiczące świnki), kolory hinduistycznych świątyń, żywa zieleń parków, beże i brązy komunistycznych muzeów, czerwień flag, nowe kolorowe potrawy.
Żadne z miast nie było wreszcie tak nam obce i tak brudne. Hanoi było obce kompletnie, było niepoznane, pędzące, dziwne. Każdy załatwiał tu jakieś interesy, i chociaż pojazdy nie były tak spektakularne jak w Indiach – ich wielość przyprawiała o zawrót głowy. Ludzie w knajpkach rzucają skorupki krewetek i serwetki na ulicę. Po co? Nie wiadomo. Całe ulice nowoczesnego Sajgonu upstrzone są tą bielą i tym różem. Jest to niesamowity widok.
Na komentarz zasługuje przechodzenie przez ulicę (nieważne, czy na pasach, czy bez pasów, czy na odpowiednim świetle, czy bez niego). Podczas pierwszych przejść miałam wrażenie, że stracimy życie, potem było nieco lepiej, ale przyzwyczajenie się do tego, że pierwszeństwa nie ma ten, kto ma pierwszeństwo, lecz ten, kto jest większy – zajęło nam nieco czasu. Szczególnie podczas wypraw pod miasto na skuterze warto dobrze zastanowić się, czy jesteśmy na takie poświęcenie życia gotowi 😉. W skrócie oznacza to, że jeśli czekamy na zielone światło, nawet jeśli już się zapali, najpierw rozglądamy się za a) dużą ciężarówką, b) małą ciężarówką, c) samochodem, d) motorem – a dopiero potem możemy ruszyć. Rozjeżdżając pieszego, oczywiście, bo przecież mamy przed nim pierwszeństwo.
Na pierwszy rzut oka zachwycają również liczne parki. Kiedy jedzie się z lotniska do centrum trudno uwierzyć, że na każdym skwerku zakładany jest mały park, a wzdłuż każdej nowej drogi wyrastają drzewa, jakby budowniczowie brali udział w przedziwnych zawodach na sadzenie drzew. Byłam kilka lat temu na wyjeździe w Indiach, tam zieleń miejska tak nie wygląda. Tutaj kiedy zajrzeć w bramy czy podwórka – wyłaniają się liczne doniczki z roślinami. Z balkonów, gzymsów zwisają rośliny pnące. Zieleń jest wszędzie, oplata i przytula ściany domów, wylewa się z pasa zieleni między pasami ruchu. W samym centrum miasta chodzi się wokół dwóch dużych jezior, także położonych wśród zieleni.
Co nie jest super? Dobywający się zewsząd zapach duriana! Czy ktoś naprawdę je ten owoc?!? To prawda, moja koleżanka krytyczka kulinarna go spróbowała, ale inni turyści? Nie sądzę.
Również piesek z grilla nie jest fajny – tego się nie da odzobaczyć! Znajomi po powrocie pytali mnie, skąd wiedzieliśmy, że to piesek, a nie świnka. No więc uwierzcie, wiedzieliśmy. Każdy kto choć raz w życiu widział psa i świnię – jest w stanie rozróżnić, a osoby z odpieskowym zapaleniem mózgu jak ja – tym bardziej. Więcej o jedzeniu psiego mięsa i jego właściwościach odżywczych, a także, na szczęście, odchodzeniu od tego zwyczaju, znajdziecie tu. Uwaga, drastyczne foto. Super nie jest też duchota. Pisałam parę słów o duchocie wyżej.
To-do-list Hanoi:- powłóczyć się po starej dzielnicy, wokół jeziora Ho Hoan Kiem, w okolicach katedry św. Józefa (Nhà Thờ Lớn Hà Nội). Turyści lubią podobno zdjęcia na słynnej ulicy z torami, nas jakoś ten trend nie porwał. Ulica także znajduje się nieopodal północnego skraju Ho Hoan Kiem.
- pójść na wyspę Đền Ngọc Sơn, zobaczyć żółwie zamieszkujące te wody. Piorunujące wrażenie robi (wypchany?) wielki żółw, który tu pływał. Miejsce jest jednak z pogranicza duchowości i turystyki, jeśli mówimy o świątyniach dużo fajniejsza jest Świątynia Literatury (mimo że bez żółwia).
- spróbować na ulicy kokosa (ok, warto mieć to już za sobą, jest paskudny. Jadąc tu w życiu nie spodziewałam się tak okropnego smaku, a wypiłam połowę tłustej cieczy bez smaku, po której zrobiło mi się słabo, tylko dlatego, że nie chciałam urazić pewnego przydrożnego dziadka, który trzymał to badziewie w lodówce) lub duriana (dla upartych poszukiwaczy przygód, szefów kuchni oraz osób biorących udział w plebiscycie: co najdziwniejszego jadłem w życiu?)- zrobić zakupy na targu Dong Xuan
- odwiedzić: mauzoleum Ho Chi Minha, Muzeum Wojny, Muzeum Rewolucji (czyli Historii haha), Muzeum Kobiet, Muzeum Więziennictwa zlokalizowane w dawnym więzieniu (znajduje się tu m.in. gilotyna używana do egzekucji, już wyczyszczona 😉)pierwszy rzut oka zachwycają
o lutego 23, 2020 Brak komentarzy: Linki do tego posta Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w usłudze TwitterUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Komentarze
Prześlij komentarz