Część VII - Jedzenie
1/ Niezawodna papaya salad. W każdym niemalże miejscu przepyszna. Góra świeżej papai i marchewki skropiona sokiem z limonki, z odrobiną chilii i pokruszonymi orzeszkami. Żyć, nie umierać. Pod koniec wyjazdu, w naszym najwspanialszym retreacie na wyspie Cat Ba wcinaliśmy sałatkę dwa albo trzy razy dziennie. Danie, które nigdy się nie nudzi!
2/ Napój z marakui – klasyk gatunku. Przepyszny, mokry, odświeżający na upały, a nocą – wprawiający w dobry nastrój z alkoholem.
3/ Spring roll – po naszemu sajgonka. W środku długo ugniatane warzywa (cebula i marchew), ogórek, mięta, inne zioła. Maczamy w sosie fistaszkowym i haps! Doskonałe danie na przegryzkę na party. Uczymy się robić pyszne sajgonki na kursie gotowania.
4/ Morning glory. Coś absolutnie wspaniałego, podobnego nieco do naszego szpinaku, ale bardziej odnóżastego, można zjeść też w knajpach wietnamskich w Warszawie. Podsmażona na czosneczku zielenina rozpieszcza!
5/ Kawa po wietnamsku. Z początku podchodzimy do niej jak do jeża. Okazuje się, że niesłusznie. Wietnam to drugi na świecie eksporter kawy. Kawa jest pyszna, mocna, o orzechowo-czekoladowym posmaku. Ze słodzonym skondensowanym mlekiem postawiłaby na nogi zmarłego.
7/ Omlet w papierze ryżowym. Przedziwne dla nas danie, ale bardzo smaczne. Sam tłuszcz!
8/ Kokos wprost ze skorupki. Najgorsze, co mogło mi się przydarzyć. W przydrożnym barze K. zamówił Coca-Colę, a ja – kokosa. Nie chciałam obrazić gospodarza, ale picie paskudnego, na wpół oleistego trunku przyprawiło mnie niemalże o odruch wymiotny. Dla twardzieli!
10/ Bananki, ćwiartki kurczaka, piwko – dary dla bóstw. Przed większością świątyń kupicie w torbach gotowe już dary. Bardzo ciekawe, jak rozpoznać, który zestaw należy danemu bóstwo kupić.
12/ Psie mięso i wódka z krwią węża. Podobno kupowane wyłącznie przez turystów, lokalne specjały z północy Wietnamu mrożą krew w żyłach. Kiedyś uznawane za wartościowe i „ciepłe” psie mięso dzisiaj przez Wietnamczyków spożywane jest rzadko. Wiele osób ma psy i sprzeciwia się takiemu tradycyjnemu pożywieniu. Nie zmienia to faktu, że w Hanoi da się zobaczyć w restauracji pieska z grilla. Jest to widok, którego nie da się odzobaczyć, nikomu go nie polecam. Wąż w słoju robi na mnie również straszne wrażenie, ale pieski…
Komentarze
Prześlij komentarz