Część VII - Jedzenie


Na zupełnie osobną, przepyszną, wzmiankę, zasługuje nasze urlopowe jedzenie. Spodziewałam się, że w wielu miejscach (semi)wegetariance trudno będzie znaleźć coś dla siebie – niesłusznie. Rzeczywiście w Hanoi, gdzie było wiele megaturystycznych miejsc, wegetarianie (i, o zgrozo, weganie!) traktowani byli jak przybysze z obcej planety i często dostawali najgorsze części warzyw. Dla przykładu: w pewnej trendy knajpce koło katedry w Hanoi K. zamówił to samo danie co ja, ale mięsne. Jego danie miało pięknie pokrojone marcheweczki, ich najbardziej pomarańczowe części, piękne pak choye, ich najbardziej zielone części. Moje danie, takie samo, ale bezmięsne, składało się z białych końcówek pak choyów i pożółkłych marchewek. Niby to samo danie, a jednak nie do końca. Szczytem szczytów było w pewnej turystycznej knajpie na wyspie Cat Ba podanie mi „ryżu z warzywami” w postaci smażeniny ryżowej z groszkiem i marchewką z mrożonki. Dla dobrej atmosfery oczywiście przemilczałam tę kwestię. Można powiedzieć, że nie wolno w Wietnamie chodzić do restauracji, które mają angielskie nazwy. Takie knajpy nastawione są na zdzieranie pieniędzy z turystów. Jedzenie w nich jest przeważnie słabsze niż u lokalsów, a ceny – znacznie wyższe.
Żeby jednak oddać hołd wspaniałej, przede wszystkim na moich talerzach wegetariańskiej, kuchni Wietnamu, prezentuję kilka wybitnych dań, które jedliśmy na zmianę często od rana do wieczora.
1/ Niezawodna papaya salad. W każdym niemalże miejscu przepyszna. Góra świeżej papai i marchewki skropiona sokiem z limonki, z odrobiną chilii i pokruszonymi orzeszkami. Żyć, nie umierać. Pod koniec wyjazdu, w naszym najwspanialszym retreacie na wyspie Cat Ba wcinaliśmy sałatkę dwa albo trzy razy dziennie. Danie, które nigdy się nie nudzi!
2/ Napój z marakui – klasyk gatunku. Przepyszny, mokry, odświeżający na upały, a nocą – wprawiający w dobry nastrój z alkoholem.
3/ Spring roll – po naszemu sajgonka. W środku długo ugniatane warzywa (cebula i marchew), ogórek, mięta, inne zioła. Maczamy w sosie fistaszkowym i haps! Doskonałe danie na przegryzkę na party. Uczymy się robić pyszne sajgonki na kursie gotowania.
4/ Morning glory. Coś absolutnie wspaniałego, podobnego nieco do naszego szpinaku, ale bardziej odnóżastego, można zjeść też w knajpach wietnamskich w Warszawie. Podsmażona na czosneczku zielenina rozpieszcza!
5/ Kawa po wietnamsku. Z początku podchodzimy do niej jak do jeża. Okazuje się, że niesłusznie. Wietnam to drugi na świecie eksporter kawy. Kawa jest pyszna, mocna, o orzechowo-czekoladowym posmaku. Ze słodzonym skondensowanym mlekiem postawiłaby na nogi zmarłego.
6/ Owoce morza. W wielu miejscach znajdziecie targi rybne. Warto oczywiście wybierać te niedaleko morza. Za ostrygi czy finezyjnie przyrządzone ośmiornice zapłacicie tu kilka złotych.
7/ Omlet w papierze ryżowym. Przedziwne dla nas danie, ale bardzo smaczne. Sam tłuszcz!
8/ Kokos wprost ze skorupki. Najgorsze, co mogło mi się przydarzyć. W przydrożnym barze K. zamówił Coca-Colę, a ja – kokosa. Nie chciałam obrazić gospodarza, ale picie paskudnego, na wpół oleistego trunku przyprawiło mnie niemalże o odruch wymiotny. Dla twardzieli!
9/ Snaczki z paczki. Przedziwne chipsy i przysmaki, jak popcorn w matchy, smażone krewetki, wołowina czy kalmary pocięte w paski i sprzedawane w charakterze chipsów, a także słodycze znane z Polski z wczesnych lat dziewięćdziesiątych jak Hubba Bubba. Guilty pleasures!
10/ Bananki, ćwiartki kurczaka, piwko – dary dla bóstw. Przed większością świątyń kupicie w torbach gotowe już dary. Bardzo ciekawe, jak rozpoznać, który zestaw należy danemu bóstwo kupić.
11/ Pho bo. Ok, to nie jest danie wegetariańskie. Ale trzeba go tu po prostu spróbować. Świeża wołowina, szczypior, makaron, rosołek. Bez tego nie wyjeżdżajcie!
12/ Psie mięso i wódka z krwią węża. Podobno kupowane wyłącznie przez turystów, lokalne specjały z północy Wietnamu mrożą krew w żyłach. Kiedyś uznawane za wartościowe i „ciepłe” psie mięso dzisiaj przez Wietnamczyków spożywane jest rzadko. Wiele osób ma psy i sprzeciwia się takiemu tradycyjnemu pożywieniu. Nie zmienia to faktu, że w Hanoi da się zobaczyć w restauracji pieska z grilla. Jest to widok, którego nie da się odzobaczyć, nikomu go nie polecam. Wąż w słoju robi na mnie również straszne wrażenie, ale pieski…

Komentarze

Popularne posty