Warka w Warce...

Warka jest jak najbardziej zaskakującym miejscem. W mieście postawiono dwa wielkie (i, trzeba przyznać, dość ciekawe) pomniki ku pamięci lotników drugiej wojny światowej - jeden z nich widać na zdjęciu, drugi to fragment samolotu zawieszonego na wielkim cokole. Oprócz tego senne miasteczko (w piątek wieczorem - pijani bezrobotni, w sobotę rano babcie na ploteczki pod sklepem, w niedzielę - sznur ludzi do kościoła) ma ze trzy supermarkety, dwa bary chińskie i dwa miejsca, gdzie można kupić zapiekankę albo kurczaka z grilla. Muszę przyznać, że całość zrobiła na nas jak najgorsze wrażenie.

Nocowaliśmy w prywatnym wynajętym pokoiki w czymś, co z zewnątrz przypominało remizę. W środku: niestety marnie. W łazience wilgotno i grzyb, zapach płynu do dezynfekcji kibla miesza się z fetorem wilgoci i nieużywania. Pokój jak pokój: wystrój PRL, pościel w geometryczne wzory z lat dziewięćdziesiątych, zapyziały dywanik, cerata i jednorazowe sztućce. Zaletą była cena (nadal dobra i polska) i na tym skończmy.

Wrażenia z Warki uratował spływ Pilicą, która to okazała się przepiękną, dziką, szeroką i prawie całkowicie pustą, wyłączają ostatnie trzy kilometry przed Warką, rzeką (trasa Przybyszew - Białobrzegi - Biała Góra - Warka). Nie wiem, jak Wy, ale ja potrafię zachwycić się przelatującym mi tuż nad głową wielkim bocianem, rzucającą się na wysokość 30 cm wielką rybą czy ładną ważką. Well, taki odpoczynek dla miastowych.
Instrukcja obsługi rzeki dla miastowych:
  • zainwestuj w sprawdzony (sic!) krem do opalania. Rzeka przyciąga słońce, trudno uwierzyć, jak spalony może być człowiek po kilku godzinach
  • jedyny bar na tym odcinku Pilicy znajduje się 3 km przed Warką, tuż pod koniec spływu - zapomnij o zimnej coli i lunchu, wyposaż się w spore racje jedzenia.
  • legalny nocleg na trasie może się okazać trudniejszy niż myślisz - jedynym większym miejscem jest Biała Góra & b. miły ośrodek Estancia. Szkoda tylko, że w lecie zamknięty dla grup kolonijnych = brak jedzenia czy możliwości noclegowych dla gości z zewnątrz
Drugi nocleg podczas naszej wielkie pilickiej przygody odbyliśmy już w Warce, na świetnym, nowoczesnym, przyjaznym kempingu Sielanka (podobno to miejsce czterogwiazdkowe, nie wiem, jak to się ma do innych kempingów), gdzie toalety i prysznice były wypucowane na błysk. Kemping dysponuje świetnym barem/namiotem Warki, gdzie można napić się pysznego piwka z kega (no proszę, a więc tak nazywa się to po warczańsku) i zjeść najlepszą na świecie kiełbaskę z grilla z frytkami. I może to taki trick na miastowych, ale w Warce ludzie (właściciel kempingu, pani zza baru, pani organizująca spływy kajakowe) są bardzo mili - aż chce się wracać. Trudno uwierzyć, że ten kemping to kawałek Warki, oj, trudno.

Z ciekawostek: Warka i okolice to jeden z największych w Europie teren producentów jabłek, stąd bezrobocie letnie mniejsze jest niż zimowe.

Komentarze

  1. Mówisz, ze Warka jest warta ;-) bliższego poznania? Tyle razy przejeżdżałam przez Warke, ale nigdy nie byłam w samej Warce. Może kiedyś się przejadę, choć pewnie bez noclegu, bo to dosyć blisko. (Na poranne spotkania w Radomiu jeździłam przez warkę, śpiąc u siebie w domu :P)

    OdpowiedzUsuń
  2. Well... generalnie niestety nie polecam... infrastruktura sportowa super, ale samo miasteczko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Well... generalnie niestety nie polecam... infrastruktura sportowa super, ale samo miasteczko...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty