Dzień pierwszy - Bilbao at a glance
Regiony północnej Hiszpanii pachną bardzo różnie. Kraj Basków to pinxtos, małe kanapeczki w barach, i wino od rana. Nawarra to wilgoć drzew i zieleń. Kantabria - wietrzne plaże, a Asturia - cydr i świetne ryby. Poniżej w kilku słowach nasze tegoroczne hiszpańskie wakacje.
Mało czasu w fantastycznym Bilbao/Bilboko nad rzeką Nervion, gdzie pisze się i mówi w języku Euskera. Euskera jest dla mnie jak węgierski: zrozumieć nie idzie nic. Nauczyliśmy się więc, że komunak to toalety. I tego się trzymajmy.
Bilbao zachwyca festiwalem kultury baskijskiej (setki scen na ulicach, wszędzie inna muzyka, piwo leje się strumieniami), w sam środek którego trafiliśmy po przyjeździe oraz baskijskimi tańcami. Nie znajduję w internecie tańca podobnego do tego, jaki widzieliśmy podczas naszego pobytu w Bilbao.
Z pewnością warto odwiedzić muzeum Guggenheim, gdzie obecnie odbywa się wystawa Georges'a Braque'a oraz muzeum morskie, które na dwóch niewielkich piętrach w interaktywnych wystawach pokazuje historię i znaczenie miasta portowego dla handlu, transportu, przedsiębiorczości hiszpańskiej i europejskiej.
Wizytę kończymy pinxtos w najlepszym barze miasta, Victor Montes, gdzie szarmancki pan kelner dziwi się, że tak dużo zamawiamy. Nie znaleźliśmy restauracji, gdzie zjemy tej nocy europejskie platos combinados, ale traktujemy prztyczek w nos jako początek hiszpańskiej przygody.
Fajna relacja i miejsce ciekawe. Nigdy tam nie byłam, ale pojadę! :-)
OdpowiedzUsuńJęzyk tam używany mnie fascynuje. :-)
Polecam.
OdpowiedzUsuńMiejsce niesamowite jeśli chodzi o kulturę, architekturę, jedzenie - każdy znajdzie coś dla siebie :)