Dzień 7 - Marina di Caronia, Rais Gerbi

 Postanowiliśmy zaczerpnąć również odrobinę plaży - bardzo zainteresowało nas to, że byliśmy jedynymi gośćmi w promieniu mniej więcej 10 kilometrów. W malutkiej kafejce w Marina di Caronia sialiśmy poważne problemy: okazało się, że nikt z obsługi nie zna ani słowa w języku angielskim. O ile zamówienie kawy jeszcze jakoś poszło, o tyle sok pomarańczowy wybąkiwany we wszelkich możliwych językach nie za bardzo się udał. Marina di Caronia to malutkie miasteczko z wieloma opuszczonymi budynkami (nawet naszła nas myśl: a może by tak wyprowadzić się z kontynentu, kupić taką ruderę, osiąść tu na stałe?). Widać, że cierpi na niedofinansowanie (kawa i sok: 2 euro) z powodu położonego niedaleko San Stefano, królestwa ceramiki. Kamienista plaża bardzo przypadła nam jednak do gustu - czy jest coś lepszego niż lenistwo na prawie bezludnej wyspie?

Wieczorem zjechaliśmy do położonego niezbyt daleko Finale di Pollina na kemping Rais Gerbi. Zaskoczył nas standard (kemping z basenem!), ale też fakt, że namiot można było rozbić na tarasach z widokiem na morze. Silny wieczorny deszcz nie wypłoszył nas na wyższe (i osłonięte od deszczu) poziomy - wspaniale było jeść śniadanie z widokiem na Morze Tyreńskie. Kolację zjedliśmy także na podobnym tarasie, w nieosłoniętej restauracji kempingowej z innymi brudnymi turystami. Przy okazji tej wizyty przetestowaliśmy widzieliśmy świetną mapę Sycylii, na której zaznaczono polecane kempingi o podwyższonym standardzie - może to rozwiązanie na kolejne wakacje?

Komentarze

  1. Świetne są takie miejsca. Czasem włąśnie aż kusi, żeby się tam zaszyć, tylko nie wiadomo, ile dałoby się wytrzymać w takim miejscu...

    A co do angielskiego - nie ma przecież obowiązku go znać poza krajami anglojęzycznymi. ;-)

    Od czego "rozmowki" i mimika oraz ręce jako środki komunikacji? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem, wiem, niedługo. Ale jakieś to było niesamowicie fajne, że nie było tam w ogóle turystów i ludzie patrzyli na nas jak na ufo.

    Co do języka angielskiego - też uważam, że nie powinniśmy uznawać go za "uniwersalny" i międzynarodowy, trzeba jednak zdać sobie sprawę z jego potęgi - mówi w nim baaardzo wiele osób. No, oczywiście hiszpański też byłby dobrym wyborem.

    Kończę już niedługo opis naszej wakacyjnej podróży, chyba muszę zaplanować kolejne wakacje...

    OdpowiedzUsuń
  3. aha, jeszcze jedno. Absolutnie świetne na Sycylii jest to, że np. w knajpach w małych miejscowościach menu jest tylko po włosku. Pewnie ma to związek z sycylijską dumą, którą absolutnie pokochaliśmy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty