Dzień 2 - przejazd przez serce wyspy na południowe wybrzeże, do San Leone

 Wyjazd z Palermo okazał się być piekłem - nie znaliśmy samochodu, a, jak już wspominałam, Włosi jeżdżą odrobinę inaczej niż np. Polacy. Miganie długimi na skrzyżowaniu oznacza "jadę ja", trąbienie - "jedź Ty". Oprócz tego trąbi się podczas wyprzedzania, żeby zwrócić uwagę wyprzedzanego. Z tego wszystkiego wynika, że cudem i zupełnie nie tą drogą, którą chcieliśmy (wiele uliczek w Palermo jest jednokierunkowych) wydostaliśmy się z Palermo po około godzinie.

Droga poprowadziła nas przez góry w stronę Corleone - nie byłabym sobą, gdybym nie zechciała się przyjrzeć "miastu mafii". Muszę powiedzieć, że Corleone nie jest wcale ładniejsze od innych miasteczek na trasie z Palermo na południe (i o dziwo wcale nie ma więcej sklepików z turystycznym mafijnym badziewiem, wręcz przeciwnie...). Fakt ten miał jednak drugorzędne znaczenie - postanowiliśmy już wcześniej, że zatrzymamy się tam i wypijemy kawę. Do kawy podano cannoli - przepyszne ciasteczka - rurki ze słodką masą (coś jakby połączenie śmietany i krówki?), nie do pobicia. Cena posiłku w najlepszej kawiarni w mieście zaskoczyła nas: 3,5 euro to niewiele, jeśli weźmie się pod uwagę smak, jaki na całe życie zostaje z rynku w Corleone.

Wycieczka poprowadziła dalej w kierunku Agrigento. Zdziwiło mnie, że tak łatwo odnaleźliśmy kemping w San Leone. Miejsce to można polecić ze względu na świetne widoki (plaża jest oddalona o jakieś 20 metrów od namiotu) i bardzo przyjazną infrastrukturę turystyczną: wielopoziomowy kemping z możliwością "rozstawienia się" na dowolnym "tarasie", restauracja i market z najpotrzebniejszymi rzeczami. To tu podziwialiśmy swój pierwszy piękny (w dalszej drodze będzie ich jeszcze bardzo wiele) zachód słońca. Jednocześnie przekonaliśmy się, że świeże powietrze, woda (kąpiel obowiązkowa!), pyszne jedzenie i słońce koją duszę i zamiast jak to było w planach pisać wspomnienie z drugiego dnia wycieczki oboje pospaliśmy się niedługo po 22.00. Z tego wieczoru mamy cudowne zdjęcie "martwej stopy" - rozmawiamy, rozmawiamy (ja leżę w namiocie, tylko jedna noga wystaje) i nagle zalega cisza. Na pytanie S., czy śpię, stopa nie odpowiada ;)

Skoro już o cannoli mowa, podaję przepis na nie. Przepis pochodzi z książki "Sicily's favourite recipes" wyd. Sime, którą nabyłam w drodze.
Mix the flour, eggs, yolks, egg whites, shortening, sugar, white wine and vanilla flavouring to a smooth dough. Roll thinly and cut out circles with a 10cm wide glass or round cutter. Wrap the circles around cane or metal cannoli moulds. Fry the cannoli in boilig oil until golden brown. Separately, combine the ricotta and sugar, adding the candied fruit and chocolate. Fill the cannoli and sprinkle with cinnamon and icing sugar.
Na cannoli potrzeba:                                                 
  • 800 g durum wheat flour                                  
  • 4 egg yolks
  • 2 egg whites
  • 150g shortening
  • 75 g sugar
  • 1/2 glass white wine
  • vanilla flavouring
  • oil for frying
A na krem:
  • 1 kg ricotta
  • 350g sugar
  • 100g candied fruit
  • 100 g cooking chocolate
  • 1 tbsp cinnamon
  • icing sugar

Komentarze

Popularne posty