Szkocka kuchnia

Tak jak mówiłam. Szkocja i Anglia w ogóle na tle każdego kraju na naszej kochanej planecie wypada blado. Na śniadanie (jeśli nie daj Boże nocuje się w jakimś B&B) gotowane fasolki Heinza, smażony bekon, smażone kiełbaski, smażone grzyby i czasem smażone naleśniki - wszystko obficie zagryzione białym pieczywem, którego tonę możnaby zmiażdżyć do wielkości główki zapałki.

Na lunch jakaś marna zupa z pieczywem (oczywiście białym) lub tosty z chipsami (nie, to nie żart - widać zresztą na obrazku obok) i sałatką coleslaw, też niezbyt mało kaloryczną. Na kolację tak zwane "pies" czyli jakaś mamałyga w tłustym cieście. Albo na przykład smażone w głębokim tłuszczu fish&chips - ryba i fryciory.

Między posiłkami na przykład scones czyli suche buły z różowymi owocami (że niby zdrowe), jedzone z masłem i marmoladą. Paranoja.



To jeden ze sklepów jakie odwiedziliśmy na naszej drodze w Largs - można kupić fudge (ichnie krówki) na wagę, różnego rodzaju ciągutki, landrynki.

No cóż. Kuchnia brytyjska nie należy do moich ulubionych, jak widzicie.

Komentarze

Popularne posty